Refleksje

Emocjonalna czarna dziura

Kiedyś, będąc jeszcze nastolatką, często wyobrażałam sobie swoją wielką, dorosłą przyszłość. Malowałam w wyobraźni obrazy, które krzepiły moje zbuntowane, młode serce. Wyjazd z mojej rodzinnej wioski do dużego miasta, skończone studia, dobra praca dająca satysfakcję – spełnienie marzeń.

Nie cieszyłam się z rzeczywistości. Żyłam tą magiczną przyszłością, odległą sferą. Nie ma nic złego w marzeniach i ich realizacji, to oczywiste, ale gdy odebrałam sobie prawo do tego znanego mi świata, codzienności i mazurskiej rutyny dobrze znanych mi schematów, paradoksalnie zaczęłam tęsknić do przeszłości. Nie umiałam cieszyć się z tego, co udało mi się wypracować i co udało mi się osiągnąć (a jeśli już, ta radość była krótkotrwała).

Czułam się rozdarta. Nie rozumiałam co się właściwie dzieje. Czemu nie potrafiłam się cieszyć teraźniejszością, której tak bardzo, przez lata pragnęłam?

CZARNA DZIURA

Marcowy numer Zwierciadła (2014 rok) a dokładnie, artykuł Katarzyny Miller, przyniósł odpowiedź. Pani Miller przytacza podobne do mojego, przykłady: osiągając pewien zamierzony cel, brakuje nam często siły przerobowej na odczuwanie jakiejkolwiek frajdy z uzyskanego efektu.

Autorka upatruje taki stan rzeczy w naszym, często bolesnym bądź trudnym dzieciństwie. Nie odczuwamy dumy ani radości z teraźniejszości, a właśnie to, że sobie poradziliśmy, udało nam się zrealizować wyznaczone cele, osiągnęliśmy naprawdę wiele z tego, co sobie zaplanowaliśmy (czy to w sferze zawodowej, czy prywatnej), powinno być dla nas siłą, oparciem. Powinno pozwolić nam na odcięcie się od przeżyć, które wywarły na nas tak silny wpływ (brak wiary w swoje możliwości, nieśmiałość podejmowanych kroków, albo, tak jak w moim przypadku, początkowy kompleks prowincjusza).

Nie wymazać tych wspomnień, a pozwolić na pożegnanie się raz na zawsze z tym bezradnym i przestraszonym dzieckiem. Zasypanie tej, naszej, osobistej czarnej dziury, wysysającej radość i wszelką dumę z naszych czynów. Tą motywującą radość.

Ciężko jest żyć wiecznie czegoś pragnąc, nie widząc przy tym ile drogi przebyliśmy, czego się nauczyliśmy i ile doświadczeń zebraliśmy. To wszystko przez całe życie nas kształtuje, buduje naszą osobowość, rozwija – czemu, więc ignorować nasze małe zwycięstwa, nasze powody do dumy i chwalenie się sukcesami?

Nie myślę o przyszłości. Moje plany zazwyczaj są pobieżne, skrojone na miarę moich możliwości, albo całkowicie spontaniczne. Boję się jeszcze robić milowe kroki, wykraczające poza mój bezpieczny azyl. Nie jest tak, że nie marzę, nie mierzę wysoko, nie… jednak, chcę być przygotowana. Mieć plan alternatywny, awaryjny. Skupiam się zatem na tym co teraz. Tworzę swoją teraźniejszość z pięknych wspomnień. I małych radości, które ładują moje baterie. Z osób, które wspierają. Przywalą mentalną patelnią, gdy trzeba i wyciągnął z łóżka na spacer w tych złych chwilach. Nie jestem gotowa jeszcze na zasypanie tej czarnej dziury we mnie. Jestem jednak na dobrej drodze. Nie czuję już napięcia, nie czuję presji. Zostałam w pewien sposób uwolniona. Artykuły Pani Miller zawsze potrafią trafić w sedno, trafiają prosto w źródło problemu.


Obraz w ikonie wpisu to mój portret namalowany przez Dorotę Błażejewską, moją byłą współlokatorkę i niesamowitą artystkę.