Refleksje

Legalna kultura XXI wieku = kultura w abonamencie

Pamiętam czasy, kiedy to na ryneczkach i bazarkach kupowało się spiracone kasety czy potem płyty z grami, filmami i muzyką. Do tej pory pewnie w jakichś rejonach nadal można spotkać tego typu znaleziska – nie wiem. Od dnia, w którym zaczęłam zarabiać na siebie, przestałam właściwie korzystać z wszelkiego rodzaju chomików i innych tego typu. I ten proceder wszedł mi tak w krew, że nie wyobrażam sobie, by wrócić do ściągania plików z nielegalnych źródeł – to się nie godzi.

Dzisiaj poruszę temat legalnej kultury w dobie abonamentów. Nie będę filozofować ani moralizować – każdy ma wolną wolę i własny rozum, żeby ocenić pewne sytuacje. Szanuję, mogę nie rozumieć, ale zawsze szanuję. Post oparty na własnych doświadczeniach.

Skarbnica muzyki online

Wszystko zaczęło się w gruncie rzeczy od Spotify i Deezera – choć z tego drugiego korzystam teraz bardzo rzadko. W pewnym momencie, gdy tylko Spotify weszło na polski rynek, doznałam olśnienia! Przecież teraz nie muszę ściągać piosenek i zawalać sobie miejsca na wysłużonym laptopku (płyty, płytami – je od zawsze kupowałam, ale często się niszczyły podczas licznych przeprowadzek i zwoziłam je do rodzinnego domu) – teraz mogę słuchać ukochanej muzyki online/offline i jeszcze przyczyniam się do zarabiania nawet najmniejszych wykonawców! (Nie poruszam tutaj kwestii tego, jak Spotify naprawdę traktuje artystów – wtedy była to piękna idea, której przyklasnęłam niemalże od razu)

Wiecie, może nic wielkiego nie zrobiłam, ale poczułam, że to jest właśnie ten moment, kiedy legalna kultura daje mi satysfakcję i zwyczajnie cieszy, jeśli mogę kogoś wesprzeć.

Wirtualne gieroteki

Potem pojawił się Steam/Origin/wredny Uplay/GOG etc., czyli platformy, gdzie możemy kupić i przechowywać na swoim koncie w bibliotekach/półkach kupione przez nas gry – oczywiście, konsole też mają swoje takie sklepy. Na początku do Steama podchodziłam jakoś tak sceptycznie – przecież ja nie gram w gry – przynajmniej wtedy nie grałam tak często jak teraz – założyłam te konta, bo przecież to nic nie kosztuje i od tamtej pory kupuję gry (pudełkowe czy też cyfrowe) właśnie z możliwością przechowywania ich w tych wirtualnych bibliotekach. I, powiem Wam, że jest to przyjemne. Gdy nie ma się własnego mieszkania, posiadanie miliona pudełek z grami, bywa naprawdę kłopotliwe i męczące. W dodatku swoją biblioteką mogę się dzielić – i dzielę się, np. z prawie-mężem :D

Netflix Ty dziadu!

Kiedy Netflix wszedł na rynek polski, byłam w sumie zaskoczona. Słyszałam o tym potężnym guru serialowym od dawna, ale jakoś nigdy szczególnie się w niego nie zagłębiałam. Postanowiłam przetestować – z początku biblioteka była bardzo okrojona, mało tytułów i mało wersji polskich – rozumiałam rozżalenie fanów seriali. Zrezygnowałam po miesiącu i postanowiłam poczekać. W wakacje odnowiliśmy nasz abonament i to był strzał w dziesiątkę. Polskie wersje już są, coraz bardziej bogata biblioteka i przede wszystkim legalny dostęp do ukochanych seriali.

A teraz wisienka na torcie…

Legimi. Jeśli czytacie mnie od dłuższego czasu, wiecie, że ja za e-bookami nie przepadałam nigdy, dla mnie książka musi być materialna. Zmieniło się to jednak za sprawą Legimi. Pierwszy raz w sumie o ich ofercie z czytnikiem przeczytałam u Yzoi. Oferta była na tyle kusząca, że od razu pobiegłam do prawie męża i opowiedziałam mu o tym cudzie. Czytnik za złotówkę przy abonamencie ok. 50 zł, umowa na dwa lata i dostęp do morza książek – głównie nowości. Abonament ten odciążył moje półki, na których nie ma już w ogóle miejsca i boję się, że lada moment się zarwą i książki będą mieszkać na podłodze… Odciążył, bo jest wygodny – w podróży, w drodze do pracy, mogę z niego korzystać razem z prawie-mężem jednocześnie i niczemu to nie przeszkadza.

I tak, nadal kocham książki papierowe w każdej postaci, ale do e-booków żywię prawdziwą świeżą miłość.

Reasumując

Czy polecam życie w abonamencie, które wspiera legalną kulturę? Oczywiście. Przede wszystkim płacimy za jakość i możliwości. Ponadto nie kradniemy tzw. własności intelektualnej – nie wyobrażam sobie, gdyby ktoś zwyczajnie kradł to, co napiszę, przykładowo. Choć już i tak się zdarzało – głównie ze zdjęciami. I, powiem Wam szczerze, że to boli – człowiek siedzi godzinami, pracuje ciężko, a ktoś zwyczajnie kradnie. Tak, też byłam jedną z tych osób i bardzo tego żałuję. Gdybym wtedy miała takie możliwości, jakie mam dzisiaj, nie robiłabym tego.

Nikogo nie mam zamiaru zachęcać czy przekonywać, dla mnie posiadanie abonamentu na kulturę jest zbawiennym rozwiązaniem i dosyć dostępnym, jak na polskie warunki. Nie zabiera miejsca i jest mobilne – a na tym teraz bardzo mi zależy. Póki co, kocham się w abonamentach i legalnej kulturze dosyć skutecznie.

Napiszcie czy sami korzystacie z abonamentów na kulturę?
  • Ola

    Bosze, pamiętam jeszcze te czasy, jak się ściągało piosenki przez emule (?) chyba, i jak kuzynka do mnie przyjeżdżała i jak piraciłyśmy, albo jak nagrywałam piosenki na dyktafonie, żeby ją mieć w telefonie, KIEDY TO BYŁO.
    Jeśli chodzi o spotify, to za mną najbardziej przemawia fakt, że piosenki nie zajmują miejsca, którego w moim telefonie brak. Jakby nie patrzeć, masz dostęp do większości płyt, playlist, i to wszystko w jednym miejscu, w sumie nawet za darmo – jeśli nie chcesz za to płacić. Podobnie jest z netflixem tyle, że dla mnie jest to wybawienie ze względu na dobrą jakość, też dostępność, ale również możliwość wyboru napisów, lektora itp, który to wybór nie wszędzie jest dostępny.
    Tyle się mówi o piraceniu, a wydaje mi się, że jakby własnie sprawić i zachęcic ludzi do korzystania z takich jak wymieniłaś, legalnych form, może zapewnić ciut dostępniejszą cenę, dałoby się to zrobić. Bo to po prostu wygodne, i legalne, i łatwo dostępne :)

    • Tak, emule! :D I pamiętam jeszcze internet na impulsy! To były czasy! :D haha Mam tak samo, dla mnie liczy się właśnie ta mobilność i jakość. Zwłaszcza jeśli chodzi o miejsce na dysku czy telefonie – zwykle go nie mam :D

      Mam nadzieję, że wszystko będzie szło ku lepszemu – teraz wszedł Showmax, Vod zaczyna coraz więcej i fajniejsze rzeczy dodawać do swojej biblioteki za małe pieniądze, HBO Go zaczyna być dostępna też u operatorów komórkowych za małe w porównaniu do Netflixa pieniążki (w Play to ok. 25 zł/mies.) i, ogólnie widzę jakieś światełko! :D I ta mobilność! Kurczę – idealnie! :D Jadę do pracy, jadę z pracy, nie muszę targać tomiszczy, czy cały dzień myśleć o nowym odcinku jakiegoś tam serialu ect. :D Wszystko w telefonie :D Ten XXI wiek wcale taki zły nie jest haha :D

      • Ola

        “wyłącz internet bo muszę zadzwonić”, ach co to było :D niby tak wszystko nowoczesne, a jednak aplikacje i programy dużo miejsca zajmują :D

        Noo, też z HBO Go korzystam tyle, że mam to dołączone do pakietu w nc+ więc korzystam. Do netflixa też niedawno się przekonałam i niczego nie żałuję :D Otóz to. Choć człowiek taki trochę nolife sie zrobił jak wszystko ma w jednym miejscu :D

        • Haha, no dokładnie :) Może i nolifami, ale za to na jakim poziomie kulturalnym jesteśmy! haha Trochę to smutne w gruncie rzeczy, ale takie czasy. Trzeba umieć znaleźć balans pomiędzy tym odcięciem się od świata a otwartością na niego i innych. Inaczej się nie da :)